Redakcja: Który to był start Jakuba Tureckiego w mistrzostwach Europy? Jakub Turecki: Nie grałem wcześniej w zawodach tej rangi ani w młodzikach, ani w kadetach.
W Gondomar to był mój debiut w ME. Co było kluczem do otrzymania powołania na ME 2026? Czy na ostatnich zgrupowaniach rozgrywane były dodatkowe wewnętrzne pojedynki? O szczegóły nominacji trzeba pytać trenera reprezentacji Zbigniewa Grześlaka. Nie wiem co dokładnie zaważyło o tym, że znalazłem się w składzie na ME w Portugalii.
Otrzymałem informację na jednym z obozów przygotowawczych, że jestem wśród czterech powołanych zawodników. ZOBACZ WIDEO: Największy taki turniej w Polsce. “Nasze zawodniczki pną się w górę”
Debel z Hubertem Kwiecińskim był oczywisty, bo od dłuższego czasu razem gracie i wygrywacie. Jak wyglądała sytuacja z mikstem? Zgadzam się, skład w grze deblowej z Hubertem był oczywisty, ponieważ występujemy wspólnie od ponad 6 lat i zawsze się dobrze dogadywaliśmy podczas gry. A w prywatnym życiu jesteśmy przyjaciółmi.
Natomiast nie trenujemy razem w klubie. Hubert jest na co dzień w Bogorii Grodzisk Mazowiecki, a ja w Bronowiance Kraków pod okiem trenera Macieja Karmolińskiego. W krajowych zawodach miksta grałem z Aleksandrą Nawrocką, aczkolwiek nie wystartowaliśmy razem na ME, gdyż moja obecność na tym turnieju nie była pewna. Więc trenerzy ustalili najpierw w mikście Olę z Hiszpanem Ladimirem Mayorovem, a potem moją parę mieszaną z Łucją Kobosz. W jakich klubach dotychczas trenowałeś, jakiego klubu jesteś wychowankiem? Swoją przygodę z tenisem stołowym zaczynałem w klubie Gryf Gdów koło Wieliczki, a moimi trenerami byli Paulina Krużel i Daniel Bąk. Zacząłem grać bardzo wcześnie, bowiem razem z rodzicami przychodziłem odbierać mojego starszego brata Kacpra z treningów.
I przy okazji odbijałem piłeczkę z jego kolegami. Dzięki temu ćwiczę regularnie od najmłodszych lat. Przed ME w Gondomar sprawdzianem dla kadetów był cykl Europe Youth Series.
Jak się w nim spisywałeś? Nigdy nie grałem drużynówki na Europe Youth Series, występowałem za to w konkurencjach indywidualnych: singlu, deblu, mikście. Moje najważniejsze osiągnięcia to: pierwsze miejsce w deblu z Hubertem Kwiecińskim w Bośni i Hercegowinie oraz drugie w singlu w Serbii, a także druga lokata w mikście z Aleksandrą Nawrocką także w Serbii. W grupie DME w Gondomar trzy wygrane spotkania, potem emocjonujący mecz 1/8 finału z Bułgarią. Jaki przebieg miała gra ze Stefanem Bonczewem przy 2:2?
Rywalizacja o ćwierćfinał zespołowo była dla nas bardzo wymagająca. Przeciwnicy pokazali bardzo wysoki poziom. Piąty pojedynek tego spotkania grałem ze Stefanem Bonczewem i przyznam, że towarzyszyły mu takie emocje, że… nie pamiętam szczegółów tej decydującej partii. Koncentrowałem się na każdej pojedynczej piłce. I nie na wygraniu akcji, tylko jak je rozgrywać.
Zostałeś zawodnikiem od najtrudniejszych zadań? Choć Hubert Kwieciński też świetnie wykonał swoją pracę. Nie przypisywałbym sobie za dużo.
Hubert wykonał niesamowitą pracę. Lecz nie patrzyliśmy na to, ile i kto w jakim momencie meczu wygrał, bo jesteśmy jedną drużyną. Byli w niej także Olaf Glanert i Ignacy Sławiński oraz trener Zbigniew Grześlak. Który pojedynek trudniejszy przy 2:2 – półfinał z Francuzem Nolanem Johnstonem czy finał z Niemcem Lukasem Wangiem? Jeśli chodzi o wymagania podczas meczu, to wskazałbym ten z Nolanem Johnstonem jako bardziej wymagający.
Oceniam pod względem poziomu gry. Jednak spotkanie z Lukasem Wangiem, które decydowało o tytule mistrza Europy, było psychicznie trudniejsze. Wiedziałem, że mam bardzo duże wsparcie ze strony ławki, szkoleniowca i całej kadry narodowej, która bardzo głośno dopingowała z trybun. Wcześniej z nimi wygrywałeś czy przegrywałeś? Po raz pierwszy grałem z Francuzem Johnstonem, lecz miałem już przyjemność spotkać się z Niemcem Wangiem. Nie wiedziałem jednak, czego się po nim spodziewać, ponieważ ostatni nasz mecz miał miejsce w Linzu ponad dwa lata temu.
Wtedy z nim także wygrałem, także po bardzo wymagającym meczu. Dodatkowym kłopotem był fakt, że w meczach półfinałowym i finałowym w Portugalii przegrałeś pierwszego singla i potem debla? Jak się mobilizowałeś, motywowałeś przed piątą grą? Fakt, wcześniejsze pojedynki nie układały się po mojej myśli. Ale przy niekorzystnym rezultacie w ogóle nie skupialiśmy się na tablicy z wynikami. Koncentrowaliśmy się na “robocie”, którą trzeba było wykonać.
Motywowałem się również poprzez słuchanie muzyki, a następnie wyciszenie tuż przed meczami. Jak określiłbyś swój styl gry, co jest największym atutem? Kogo najchętniej podpatrujesz z krajowych i zagranicznych zawodników? Opiera się na ataku szybkim bekhendem i mocnym ataku forhendem. Posiadam dużą różnorodność serwisu i w ten sposób mogłem rozgrywać akcje po swojej myśli. Nie mam stricte jednego idola pingpongowego, oglądam bardzo dużo różnych pojedynków i tym samym różnych zawodników. Podpatruję ich zagrania itd.
A odnoście samej gry technicznej dużo czasu pracujemy razem z trenerami klubowymi. Jak wypadłeś w debiucie mistrzowskim w singlu, deblu i mikście? Uważam, iż zagrałem na sto procent możliwości i zrobiłem tyle, ile mogłem w tej chwili. Chociaż wiadomo, że pozostał niedosyt po przegranych. Z pewnością dało o sobie znać zmęczenie po rywalizacji drużynowej, które miało ogromny wpływ na mój dalszy występ w innych konkurencjach. Mogliście zrobić coś więcej w ćwierćfinale z Austriakiem Louisem Fegerlem i Hiszpanem Ladimirem Mayorovem?
Oczywiście, że tak. Po przeanalizowaniu meczu stwierdzam, że powinniśmy zrobić kilka rzeczy taktycznych inaczej. Lecz ciężko było się zaadoptować do stylu, który narzucili nam późniejsi zwycięzcy turnieju. Swoją sportową przyszłość wiążesz z tenisem stołowym? Teraz od września szkoła średnia, potem są już plany na konkretne studia?
Zdecydowanie przyszłość wiążę z tenisem stołowym. Od września zaczynam naukę w liceum ogólnokształcącym w Krakowie. Późniejszych planów dotyczących edukacji jeszcze nie mam.
Skupiam się na tym co jest tu i teraz i na co mam wpływ. Przede mną kolejny ciężki sezon. Teraz dwa tygodnie odpoczynku i wracamy na salę. Chciałbym podziękować za wsparcie podczas turnieju moim rodzicom i rodzinie oraz wszystkim kibicom, którzy licznie oglądali transmisje z naszych meczów, jak również kolegom i koleżankom z klubu, trenerom klubowym i kadrowym.