1 sierpnia 1976 r. podczas rywalizacji na torze Nuerburgring bolid Ferrari wypadł z zakrętu i stanął w płomieniach, a kierowca – słynny Niki Lauda – spędził w płonącym wraku blisko minutę. Uszkodzenia płuc oraz rozległe oparzenia głowy stawiały pod znakiem zapytania przeżycie mistrza motosportu. Mimo to 42 dni później – 12 września 1976 r. – Lauda wystartował w GP Włoch. – Pamiętam, jak widziałem, jak Niki zakładał kask, a jego rany wciąż były widoczne – wspominał trzykrotny mistrz świata Jackie Stewart na łamach serwisu “The History of Formula 1”.
ZOBACZ WIDEO: Korzeniowski uderza w ludzi Piesiewicza. “To stan umysłu, z którego ciężko będzie wyjść”
Dramatyczne sceny na Nuerburgringu i walka o życie w szpitalu
Pętla toru GP Niemiec o długości 22,8 km ze względu na brak stref bezpieczeństwa i zmienne warunki pogodowe budziła ogromny lęk wśród kierowców. Przed wyścigiem broniący tytułu mistrza świata F1 Lauda zwołał odprawę, namawiając rywali do zbojkotowania zawodów z powodu padającego deszczu. Większość stawki zignorowała jednak te ostrzeżenia. Na drugim okrążeniu, w rejonie szybkiego łuku, uszkodzenie tylnego zawieszenia lub śliska nawierzchnia doprowadziły do uderzenia czerwonego bolidu Ferrari w skalną ścianę i odbicia się z powrotem na tor. Wóz natychmiast stanął w ogniu na środku toru, a siła uderzenia zerwała kask z głowy Austriaka. Życie mistrzowi uratował Włoch Arturo Merzario, który nie zważając na płomienie, wskoczył na wrak, rozpiął pasy i wyciągnął rywala z pożaru.
27-letni wtedy Lauda spędził w płomieniach niemal minutę. Przetransportowany do szpitala, walczył o życie – najgroźniejsze okazało się zatrucie toksycznymi gazami, które poważnie uszkodziło jego płuca. Ponadto odniósł ciężkie oparzenia twarzy, stracił prawą małżowinę uszną, brwi oraz rzęsy. Zapadł w śpiączkę, a ksiądz udzielił mu sakramentu namaszczenia chorych. Wyglądał jak duch. Niezwykły test na torze Fiorano
Gdy kierowca przebywał w klinice, szefowie zespołu zatrudnili Carlosa Reutemanna w miejsce kontuzjowanego lidera. Jednak już na początku września Austriak opuścił szpital i osobistym samolotem poleciał na testy na torze Fiorano.
Enzo Ferrari nie wierzył w sprawność swojego kierowcy, lecz postawa Laudy wprawiła wszystkich w osłupienie. – Niki miał blade ciało, pełne blizn, stracił włosy i nie mógł zamknąć oczu. Wyglądał jak duch. Był niezwykle chłodny, zdeterminowany. Kombinezon na nim wisiał, bo schudł 10 kilogramów – relacjonował ówczesny dyrektor zarządzający Ferrari Daniele Audetto w oficjalnym podcaście Formuły 1 “Beyond The Grid”. Po pokonaniu 60 okrążeń Lauda niemal pobił rekord toru. Heroiczny powrót na Monza
Zaledwie 42 dni po koszmarnym wypadku na Nuerburgringu, po opuszczeniu wyścigów F1 w Austrii i Holandii, Lauda stanął na starcie GP Włoch na torze Monza.
Choć z ran wciąż sączyła się krew, a sam Austriak przyznawał później, że paraliżował go strach, w kwalifikacjach zajął piąte miejsce. W niedzielnym wyścigu trwającym ponad półtorej godziny przejechał komplet 52 okrążeń i minął linię mety na czwartej pozycji. – Musiałeś tam być, aby zrozumieć, jak zdeterminowany był Niki. Widziałem go w helikopterze 40 dni wcześniej i myślałem: “Już nigdy nie zobaczę go żywego”. A on ścigał się na Monza i zajął czwarte miejsce… To niewiarygodne! – podsumował Daniele Audetto na łamach serwisu formula1.com.