Polak bohaterem mistrzostw kontynentu

admin
By
8 Min Read

Redakcja: Na jakie kluczowe sprawy zwróciłbyś uwagę, jeśli chodzi o drogę po złoto w drużynowych ME do lat 15? Co było siłą polskiego zespołu? Hubert Kwieciński: Wiele odpraw z trenerem przed turniejem wskazałbym za jedną z istotnych kwestii.

W okresie przygotowawczym przez wyjazdem na ME do Portugalii rozmawialiśmy o tym, w jakich warunkach mamy się “poruszać” żeby być skutecznym, na co mamy wpływ, a na co nie. Przez całe zawody byliśmy “zaprogramowani” na działanie. Nie było czasu na myślenie o wynikach i szansach.

Skupialiśmy się również na tym, aby zbudować “team spirit”. Byliśmy jak jedna rodzina, wspieraliśmy się nawzajem. Do poszczególnych meczów meczu byliśmy dobrze przygotowani i odpowiednio nastawieni. Każdy pojedynek to inna historia. Byliśmy zdyscyplinowani w grze i obecni z myślami “tu i teraz”.

ZOBACZ WIDEO: Największy taki turniej w Polsce. “Nasze zawodniczki pną się w górę”

Spodziewałeś się, że włączycie się – skutecznie – do walki o tytuł?

Które reprezentacje uważałeś za faworytów? Przed turniejem nie zaprzątaliśmy sobie głowy tym, kto jest faworytem.

Wierzyłem w naszą siłę. Ale jakbym miał wskazać to moim zdaniem głównym kandydatem do złota była Francja. Ten zespół pokonaliśmy w półfinale 3:2. Kogo chcieliście jak najdłużej uniknąć? W grupie najgroźniejsi mieli być Szwedzi? Nie miało znaczenia kogo byśmy trafili w grupie. Podeszlibyśmy do stołu tak jak do każdej innej reprezentacji i grali swój najlepszy tenis stołowy.

Natomiast w naszej grupie drugą najlepszą drużyną była Szwecja. Trzeba docenić też silny zespół Ukrainy w składzie z brązowym medalistą w grze pojedynczej Władysławem Newiżynem. W całej drużynówce wygrałeś 11 z 12 pojedynków. Zwycięstwa do zera – po dwa – w półfinale i finale to był popis Huberta Kwiecińskiego? W drużynówce grałem naprawdę bardzo dobrze, w szczególności we wspomnianych meczach półfinałowym i finałowym. W czterech pojedynkach singlowych nie straciłem ani jednego seta.

Grałem bardzo dobrze taktycznie oraz cały czas wierzyłem w swoje umiejętności. Bardzo pomagała mi właśnie wspomniana atmosfera na ławce. Czułem się swobodniej przy stole, można powiedzieć, że atmosfera w drużynie, jak i wsparcie z trybun dodawało mi skrzydeł podczas najważniejszych gier na turnieju. W grupie porażka tylko ze Szwedem Emilem Ellermannem. Jak wypadła pomeczowa analiza tej gry, co do poprawy?

Przed meczem ze Skandynawami odczuwałem ból pod stawem kolanowym. Niestety, przez to nie mogłem przygotować się w stu procentach do meczu. Co prawda Emil jest bardzo dobrym zawodnikiem, lecz nie czułem się gotowy ze względów zdrowotnych. W trakcie meczu największe problemy miałem z odbiorem serwu i kontynuacji akcji po jego podaniu. W kadetach sam całego spotkania nie wygrasz.

Ważną rolę odegrał też Jakub Turecki, zdobywca punktów na 3:2 w półfinale i finale i do tego po 3:2 w setach. Byliśmy przekonani, że Kuba grając na swoim najwyższym poziomie jest w stanie walczyć z każdym. Jego pozytywne nastawienie i wola walki przyniosły pozytywne efekty dla naszego zespołu narodowego. To on stawiał pieczątkę w najważniejszych momentach.

Jakie emocje towarzyszyły przy stanie 2:2 z Francją i Niemcami? Spodziewałeś się, że Kuba Turecki będzie miał trudniej z Johnstonem czy Wangiem? Po swoim drugim wygranym singlu z tymi reprezentacjami byłem bardzo szczęśliwy i zadowolony ze swojej gry. Ale po chwili byłem już w pełni skupiony na meczu Kuby. Moje gry były już historią, bo mecz toczył się dalej.

Szybko wróciłem i wspierałem Kubę Tureckiego w decydujących spotkaniach. Uważam, że ciężej miał z Jonstonem, jednak liczyłem, że jest w stanie wygrać i z Nolahem, i z Wangiem.

Po tak udanej drużynówce wzrosła presja na singla? Wierzyłeś, że jesteś w stanie sięgnąć po drugie złoto? Po turnieju drużynowym czułem się bardzo pewnie. Pewnie, że chciałem dalej grać na tym poziomie, a wtedy mógłbym wygrać zmagania singlistów. Ale nie skupiałem na tym uwagi, starałem się skoncentrować na każdym kolejnym meczu i na rozgrywaniu akcji. Czego zabrakło w ćwierćfinałach: singla z Turkiem Ocalem oraz debla z Austriakiem Fegerlem i Hiszpanem Mayorovem? Z Gorkemem Ocalem nie miałem inicjatywy w pierwszych czterech piłkach.

Turek bardzo dobrze odbierał mój serwis, przez co miałem problemy z kontynuacją ataku. Z kolei jego serwis sprawiał mi trudność. Jeśli chodzi o grę deblową, Mayorov i Fegerl grają ze sobą na większych imprezach już kilka lat i są bardziej doświadczeni i zgrani. Mieli przewagę w grze krótko-krótko i grali aktywnie w dobre miejsca.

Ciężko było nam przejąć inicjatywę w pojedynku o medal. Twoje najlepsze zwycięskie gry w grach pojedynczej i podwójnej? Co do gier singlowych w drużynie nie potrafię wybrać jednej najlepszej z jedenastu. Zagrałem wiele dobrych, m.in.

z: Newiżynem, Tessierem, Jonstonem, Phongiem i Wangiem. W turnieju singlowym najlepsze pojedynki zagrałem z Marcosem Gomezem oraz Matwiejem Manakowem. Najlepszą gra deblowa była ta przeciwko parze ze Szwecji Ellermann/Kogerfelt. Dobry mecz zagraliśmy również przeciwko duetowi z Francji Tessier/Sandona.

Na ile ważny i znaczący był fakt, że trener klubowy Zbigniew Grześlak prowadzi reprezentację kadetów? Oczywiście czułem się lepiej wiedząc, że trener klubowy jest ze mną na mistrzostwach Europy. Zbigniew Grześlak zna mnie najlepiej i wie, jak mi pomóc w danych sytuacjach i jaki mam styl bycia przy stole i poza nim.

Przygodę z tenisem stołowym rozpocząłeś w klubach Smecz Konin i Wicher Liściec Wielki. Skąd w ogóle wzięła się miłość do tenisa stołowego? W wieku 6 lat obejrzałem wspólnie z tatą mecz Chińczyka Ma Longa z Niemcem Timo Bollem.

Pojedynek gwiazd światowego tenisa stołowego zainteresował mnie na tyle, że poprosiłem rodziców o umożliwienie trenowania tego spotu. Zapisali mnie do UKS Smecz Konin, w którym trenerką była Anna Wicher. Po dwóch latach przeniosłem się do nowego klubu Wicher Lisiec Wielki, w którym trenowałem z Maciejem Wiśniewskim i Igorem Gudlinkinem. Po szkole koledzy biegali grać w piłkę nożną, a ty w tenisa stołowego?

Z kim najwięcej trenowałeś w początkowych latach? Kto był pingpongowym idolem i wzorem? Przez dwa lata i ja biegałem z chłopakami za piłką. Zanim jednak wybrałem ostatecznie tenis stołowy, najwięcej czasu trenowałem z tatą w garażu, a następnie pod okiem wielokrotnego mistrza Polski weteranów Pawła Małkusa. Wtedy moimi idolami byli wspomniani Ma Long i Timo Boll.

Dlaczego zdecydowałeś się przenieść się do KS Bogoria i jakie są tego korzyści? Przeniosłem się do Grodziska Mazowieckiego, aby kontynuować swój rozwój, doskonalić umiejętności oraz zdobywać jeszcze większą wiedzę w temacie tenisa stołowego. Czułem, że zmiana klubu pomoże mi wejść na wyższy poziom. Uznałem, iż to będzie dla mnie najlepsze miejsce, żeby zrobić kolejny krok w swojej sportowej karierze.

Share This Article
Leave a Comment

Leave a Reply